piątek, 3 sierpnia 2018

Ona. She.



90x120 cm.












3 komentarze:

  1. Od wczoraj zastanawiam się, co napisać i za każdym razem, kiedy patrzę na ten obraz, dostrzegam coraz to nowe detale... czyli chyba dobrze? :)
    Pierwszym moim wrażeniem była myśl "za mało mocnej czerwieni", którą utożsamiam z warstwą emocjonalną. Ale biały też pasuje, więc odcienie wypadkowe są, jak najbardziej, na miejscu.
    Z drugiej strony, kobieta jest najbardziej skomplikowanym stworzeniem na świecie, więc wszystkie kolory tęczy też mogłyby się tu dobrze wkomponować. To jednak, mogłoby odwrócić uwagę od ukazania emocji jako siły napędowej, raz mocniej, raz słabiej, ciągnącej "Ją" w różnych kierunkach.
    Dużo przegapiłem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wrzuciłam parę lepszych fotek z detalami ;)
      Tak, tam nie ma mocnej czerwieni wcale, może zdjęcia nie oddają... jest mocny róż.
      Lubię Twoje interpretacje, ja tak słowami nie umiem wyrażać (może dlatego maluję haha...).

      Usuń
    2. No właśnie pierwsze, co zauważyłem, to niemal brak czystej czerwieni. Ale po zastanowieniu, doszedłem do wniosku, iż ma to sens, ponieważ emocje zawsze są jakoś zabarwione, czy to pozytywnie, czy negatywnie. ;)
      Słowa nigdy nie oddadzą wszystkiego, są byty tak ulotne, że żadne słowo ich nie opisze. Obraz zresztą też, lecz obraz ma tą przewagę, że odbiera się go większą liczbą zmysłów i można go interpretować poprzez skojarzenia i własną symbolikę. Słowa mają węższe znaczenie.
      Miłego weekendu. :)

      Usuń